Odszedł na wieczną służbę - Rajmund Wydrowski

W wieku 87 lat odszedł na wieczną służbę Rajmund Wydrowski. Zasłużony i oddany służbie strażak.

Dh Rajmund Wydrowski wstąpił w szeregi Ochotniczej Straży Pożarnej w Goręczynie w roku 1947.

Za pracę na rzecz społeczeństwa zosał odznaczony brązowym, srebrnym, złotym medalem za zasługi dla pożarnictwa oraz Złotym Krzyżem Zasługi nadany przez Prezydenta RP.

Przemówienie córki - Ewy Reglińskiej, wygłoszone podczas uroczystości pogrzebowych

"CUDOWNYCH  RODZICÓW  MAM…

SERDECZNIE  DZIĘKUJEMY  WSZYSTKIM  KTÓRZY MODLILI  SIĘ I UCZESTNICZĄ W OSTATNIEJ DRODZE NASZEGO TATUSIA.

WIELU Z WAS ZWRACAŁO SIĘ DO NIEGO MONDEK - MĄŻ, TATUŚ, DZIADEK, PRADZIADEK MONDEK.

<    CO JEST MIARĄ  LUDZKIEGO ŻYCIA ?   >

W ŻYCIU TRZEBA MIEĆ PASJĘ -

NASZ TATO BYŁ STRAŻKIEM. TO NIE TYLKO JEGO ZAWÓD ALE WIELKA PASJA,

POKOCHAŁ PSZCZELARSTWO,

A W OSTATNICH LATACH MIMO CHOROBY

 CAŁKIEM NIEŹLE, GRAŁ NA HARMONIJCE.

<  MIARĄ ŻYCIA JEST TO CO PO SOBIE ZOSTAWIMY >

TATO BYŁ ODWAŻNY - 

W CZASIE OKUPACJI DZIADKOWIE ZOSTALI WYSIEDLENI Z GOSPODARSTWA. JAKO 16 LETNI CHŁOPAK UCIEKŁ I SAM PIESZO WRACAŁ Z PRZYMUSOWEJ PRACY W ZAJĄCZKOWIE POD TCZEWEM DO UKOCHANEGO GORĘCZYNA.

JAKO STRAŻK CZĘSTO ON GONIŁ OGIEŃ,

ALE NIE RAZ SIĘ ZDARZYŁO, ŻE OGIEŃ GONIŁ JEGO.

GDY TRZEBA BYŁO WYKONAĆ PRACĘ NA WYSOKOŚCI TO KTO SIĘ WSPINAŁ

GDY BYŁA ZIMA STULECIA POJECHAŁ WOZEM BOJOWYM PO CHLEB DLA CAŁEJ WSI…

W MŁODOŚCI POMAGAŁ W WIELU PRACACH PRZY PLEBANII I KOŚCIELE

PAMIĘTAM PEWNEGO WIECZORU WSZYSCY BYLIŚMY RAZEM W POKOJU, TATO ODPOCZYWAŁ NA TAPCZANIE.

NAGLE SIĘ ZERWAŁ I BIEGŁ DO DRZWI- ŚNIŁO MU SIĘ ŻE BIEGŁ BY KOMUŚ POMÓC.

POMAGAŁ NAM WSZYSTKIM,

 A WSZYSTKO ZACZĘŁO SIĘ W  MARCU 1954 ROKU,

NA DRODZE Z SOMONINA DO GORĘCZYNA.

TATO POMÓGŁ NIEŚĆ MAMIE PACZKĘ Z KSIĄŻKAMI

DO TUTEJSZEJ BIBLIOTEKI.

 I TAK NIEŚLI SWÓJ BAGAŻ PRAWIE 60 LAT.

WYCHOWALI NAS TRZY CÓRKI , MIELI ZIĘCIÓW ,

ALE TATUŚ  ZAWSZE POWTARZAŁ

 < MASZ  CÓRKĘ  ZYSKASZ  SYNA>.

DOCZEKALI SIĘ 7 WNUCZĄT I 8 PRAWNUKÓW.

NASZ TATO BYŁ SPOKOJNY, UGODOWY, ALE STANOWCZY. BYŁ WRAŻLIWY. UCZYŁ NAS CZYTAĆ LICZYĆ I OPOWIADAŁ WSPANIALE.

W CZASACH GDY NAUKĘ KATECHETYCZNĄ DLA MAŁYCH DZIECI PROWADZIŁA PANI MONIKA

CO ROKU PRZEBIERAŁ SIĘ ZA MIKOŁAJA.

ZAPRASZANY DO SZKOŁY PODSTAWOWEJ PROWADZIŁ POGADANKI O BEZPIECZEŃSTWIE I PRACY STRAŻAKA.

MIAŁ SWOJE POWEDZONKA L.P. LE POMAŁU I DRUGIE TYLKO SIĘ NIE PRZEJMOWAĆ.

 MIAŁ  TEŻ POCZUCIE HUMORU , DUSZĘ ARTYSTY

 GDY ZMARŁ, - PAMIĘTALIŚMY JAK ŻARTOWAŁ – ZAŚPIEWACIE MI…

 < RADUJE SIĘ SERCE, RADUJE SIĘ DUSZA   >

 A NAM NIESTETY - PO LUDZKU, JEST SMUTNO.

 WIEMY ŻE ŚMIERĆ TA BYŁA  WYBAWIENIEM.

OSTATNI CZAS BYŁ TRUDNY - ALE PEŁEN MIŁOŚCI

I DOBROCI.

SŁOWO POMAGAĆ NABRAŁO JAKŻE PROZAICZNEGO WYMIARU (POŁYKAMY, WSTAJEMY, PRZEWRACAMY SIĘ NA BOK TATO)

ALE TAK CZĘSTO SŁYSZELIŚMY DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ…

DZISIAJ MY DZIĘKUJEMY ZA DAR ŻYCIA

 

BÓG ZAPŁAĆ"

Wróć